Forum www.teatrmuzycznywgdyni.fora.pl Strona Główna
Zaloguj Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy
Film
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.teatrmuzycznywgdyni.fora.pl Strona Główna -> Kultura i rozrywka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Draco Maleficium
Moderator (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 4374
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Anatewki

PostWysłany: Śro 20:03, 21 Kwi 2010    Temat postu:

Ostatnio widziałam film "Camille." Jedno słowo: masakra. Albo jeszcze: totalny odlot, na grzybkach. Stanowczo nie polecam, chyba, że z wesołym towarzystwem i z drinkiem w ręku.

Za to upewniłam się po raz kolejny, że "Ostatni samuraj" bardzo umiejętnie wykorzystuje moją czułą strunę i skrywaną słabość do nostalgicznego patosu. Uwielbiam ten film, nawet widząc wszystkie jego wady.


Ostatnio zmieniony przez Draco Maleficium dnia Śro 20:05, 21 Kwi 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Draco Maleficium
Moderator (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 4374
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Anatewki

PostWysłany: Sob 15:15, 01 Maj 2010    Temat postu:

Szykuje się kolejna, trzecia już po "Wiedźmikołaju" i "Kolorze magii" ekranizacja prozy Pratchetta: "Going postal", czyli "Piekło pocztowe." Tutaj najnowszy zwiastun: [link widoczny dla zalogowanych]. Bardzo jestem tego ciekawa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Pon 15:52, 03 Maj 2010    Temat postu:

Już jakiś czas temu obejrzałam "Alicję w krainie czarów" Burtona. Nie będę udawać, że film mi się nie podobał, bo tak nie było. Jednak pomijając już całą sferę wizualną, czy Deppa, który zawsze jest świetny, tudzież Bohnam Carter, która tu przebiła Deppa, spodziewałam się po tym filmie trochę więcej. Brakowało mi trochę większej dramaturgii i - tak jak mówiła Draco - punktów kulminacyjnych. Owszem, całość mi się podobała i oglądało się całkiem fajnie, ale była to zasługa animacji i aktorów - historia niespecjalnie mnie wciągnęła.

Kolejny film, za który wzięłam się wczoraj, to "Człowiek w żelaznej masce". Fabuła opiera się na francuskiej legendzie, opowiadającej o Filipie - rzekomym bracie bliźniaku Ludwika XIV, którego uwięziono, zakładając mu na twarz żelazną maskę po to, aby nie mógł odebrać władzy swojemu bratu. Film momentami jak dla mnie miał zbyt dużo patosu i tendencyjności, ale ogólnie oglądało mi się całkiem fajnie (może dlatego, że mam słabość do Francji w tym okresie). Podwójną główną rolę zagrał Leonardo DiCaprio. Wprawdzie na początku miałam kłopot z przyzwyczajeniem się do jego Ludwika XIV (prawdopodobnie przez nadmierne oglądanie "Le roi soleil" Smile), ale potem już nawet zaczął mi się podobać. W roli Filipa wypadł korzystniej, a w końcówce - gdzie można było oglądać naraz w obu tych rolach - zagrał naprawdę bardzo dobrze. Poza nim w filmie występują jeszcze m.in John Malkovich i Gérard Depardieu (oraz Hugh Laurie w maleńkiej roli Smile). Ogólnie film średni, można obejrzeć, chociaż ma sporo wad. ...ale Wersal tak ładnie wygląda... Razz

Z racji mojego chwilowego francuskiego zboczenia, postanowiłam zabrać się za francuskie filmy. I tak na pierwszy ogień poszedł "Les choristes" ("Pan od muzyki"). Głównym bohaterem jest bezrobotny nauczyciel muzyki, który dostaje pracę w ośrodku dla trudnej młodzieży. Film jest dość przewidywalny i niezbyt skomplikowany pod względem fabuły, ale ogląda się go bardzo dobrze. Ma świetny klimat i - przede wszystkim - genialną muzykę. Wydaje mi się, że naprawdę warto go obejrzeć, chociażby dla samej warstwy muzycznej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Czw 21:13, 06 Maj 2010    Temat postu:

Z racji matur miałam trochę wolnego czasu, więc oglądałam ile wlezie… Smile Tym razem znowu padło głównie na filmy francuskie / związane z Francją, tak więc no.

„Jeux d’enfants” (polski tytuł to chyba „Miłość na żądanie”) – opowieść o dość skomplikowanym związku pewnej pary, która przyjaźni się od dzieciństwa i od dzieciństwa gra w pewną grę. Całość jest nakręcona trochę w stylu „Amelii” – wszystkie sytuacje są dość surrealistyczne i przez cały film człowiek się zastanawia, czy to co widzi dzieje się naprawdę, czy jest to tylko gra albo wymysł któregoś z bohaterów. Tak jak „Amelia” nie za bardzo mi się podobała, tak ten film trochę mnie zaintrygował i dużo bardziej mnie wciągnął. Były momenty zabawne, były momenty wzruszające i różne inne wywołujące masę innych emocji. Bardzo podobali mi się odtwórcy głównych ról zarówno w wieku dziecięcym, jak i dorosłym (Marion Cotillard i Guillaume Canet). Ogólnie obie te postacie były dość skomplikowane i bardzo intrygujące, mając w sobie jednocześnie coś, co pomagało wciągnąć się w ich tok myślenia (chwilami niedorzeczny). Zresztą cała historia właśnie taka była, a surrealistyczny i momentami cukierkowy klimat ładnie dopełniał całości. Bardzo chętnie wrócę do tego filmu w najbliższym czasie, chociażby po to, żeby jeszcze raz przeanalizować parę rzeczy… i podejrzewam, że w paru momentach będę miała trochę nowych spostrzeżeń. Naprawdę, bardzo polecam!

„Kot w butach – historia prawdziwa”…czyli kolejny z serii wielu „prawdziwych historii” jakie się przewijały w ciągu ostatnich kilku lat. Podchodziłam do tego filmu z pewną rezerwą i słusznie. Jednak okazało się, że ta produkcja jest naprawdę beznadziejna. Przede wszystkim był to film o niczym. Trwał ok. półtorej godziny, a całą fabułę można by przedstawić w ciągu 15-20 minut. Resztę stanowiły wypełniacze czasu, na ogół w postaci nic nie wnoszących piosenek, tudzież różnych wątków i sytuacji „od czapy”. Kolejna rzecz, która nie za bardzo mi się podobała, to dialogi. Owszem, parę fajnych się znalazło, ale przy większości miałam wrażenie, że twórcy bardzo starali się napisać zabawne teksty, co w gruncie rzeczy częściej żenowało niż śmieszyło. Tak jak „Królewna Śnieżka” była całkiem w porządku, a „Czerwonego kapturka” uwielbiam, tak „Kot w butach” jest do bani.

„Paris, je t’aime” („Zakochany Paryż”) – film złożony z 20 krótkich opowieści, niczym ze sobą nie związanych. Każda z nich dzieje się w innej dzielnicy Paryża i każda została nakręcona / wyreżyserowana / zagrana przez innych twórców. Pomysł dość ciekawy, aczkolwiek chyba nie jestem zwolenniczką tak krótkich etiud, tym bardziej, że większość nie miała sensownego i jednoznacznego zakończenia. Osobiście wolę dopowiedziane historie z jasnym zakończeniem… albo chociaż intrygującym, a tutaj w większości przypadków działało to raczej na zasadzie „resztę dopowiedz sobie sam”. Parę pomysłów było dość fajnych, było trochę scenek realistycznych, jak i zupełnie surrealistycznych. W obsadzie pojawiło się parę trochę znanych nazwisk (m.in. Natalie Portman i Elijah Wood). Jak dla mnie całość bez szału, ale jeśli ktoś lubi Paryż, to warto obejrzeć, bo można co nieco podpatrzeć. Teraz wychodzi film na tej samej zasadzie „Zakochany Nowy Jork”. Podobno gorszy… zobaczymy.

„Królowa Margot” – jak nietrudno się domyślić, film jest o Małgorzacie de Valois oraz o relacjach między hugenotami i katolikami podczas, i po „krwawym weselu”. Całość jest bardzo brutalna i mroczna (chociaż po takiej tematyce ciężko spodziewać się czegoś innego). Ogólnie film jest w porządku, aczkolwiek nie wciągnął mnie na tyle, żebym nie mogła się od niego oderwać. Jeżeli ktoś się interesuje tą tematyką, to na pewno warto obejrzeć, ale tak poza tym niekoniecznie.

„Coco Chanel” – tej produkcji przedstawiać raczej nie trzeba. Film ma bardzo przyjemny klimat, zarówno od strony wizualnej jak i muzycznej. Nie znam biografii Chanel na tyle, żeby weryfikować co było zgodne z prawdą, a co nie, jednak czytałam wiele zarzutów, że w filmie nie ma właściwie niczego o jej późniejszej pracy projektantki. Akurat te nie wydają mi się słuszne, chociażby z takiego powodu, że dosłowny tytuł to „Coco przed Chanel”, co sugeruje, że twórcy chcieli przedstawić jej życie przed wybiciem się, a nie historię jej kariery. Moim zdaniem ta historia, którą widzimy w filmie, jest przedstawiona dość ciekawie i w zupełności mi to odpowiada. Nie będzie to jednak jeden z moich ulubionych filmów, mimo tego, że Audrey Tautou sprawdziła się w tej roli naprawdę świetnie.

„8 kobiet” – w środku surowej zimy w pewnym domu zostaje popełnione morderstwo. Wiadomo, że nie popełnił go nikt z zewnątrz, tak więc podejrzanych jest osiem kobiet, które same toczą śledztwo, próbując odkryć prawdę na podstawie wzajemnych wypowiedzi, donosów etc. Partia na całkiem niezły kryminał (tym bardziej, że intryga faktycznie jest udana), a wyszło dość marne nie-wiadomo-co. Twórcy chyba sami nie do końca wiedzieli, czy chcą zrobić z tej produkcji komedię, kryminał, dramat czy musical… I efekt wyszedł marny. Najbardziej przeszkadzały mi piosenki (każda bohaterka śpiewała jedną), które nie wnosiły do filmu kompletnie nic, zupełnie tam nie pasowały i w większości były oblepione koszmarną choreografią. Sama fabuła była dość ciekawa, chociaż miałam parę zastrzeżeń. Jednak gdyby zrobić z tego zwykły kryminał, na pewno wyszłoby dużo lepiej, niż to, co wyszło.

„Jeszcze dalej niż północ” („Bienvenue chez les Ch’tis”) – pewien mężczyzna z południa Francji karnie zostaje oddelegowany do pracy w małym miasteczku na północy kraju. Sam nie wie kompletnie nic na temat tego regionu, wobec czego wyjeżdżając kieruje się samymi stereotypami, które oczywiście okazują się być niezgodne z rzeczywistością. Całkiem przyjemna komedia, choć nie jest to typ filmu, przy którym brzuch boli ze śmiechu. Raczej przyjemna, momentami lekko zabawna, dość banalna opowieść z przewidywalnym końcem. Oglądałam wersję z lektorem i muszę przyznać, że naprawdę tłumacze poradzili sobie z tym filmem całkiem nieźle, patrząc na fakt, że tytułowi Ch’tis (ludzie mieszkający na północy Francji), wypowiadają się w „swoim” dialekcie. Nie wiem, jaki jest oryginał, ale teksty lektora brzmiały przekonująco i myślę, że w jakimś stopniu oddały istotę tego, co mieli na myśli twórcy filmu (a język był tu dość istotnym elementem). Ogólnie, całkiem to przyjemne.

„Marie Antoinette” – film w reżyserii Sofii Coppoli, na podstawie biografii Marii Antoniny autorstwa Antonii Fraser, którą właśnie czytam. Strona wizualna jest dość wierna epoce, jednak sam sposób przedstawienia całej historii, jak i muzyka są dość nowoczesne. Na początku byłam dość sceptycznie nastawiona do takiego pomysłu (sugerowałam się [link widoczny dla zalogowanych]), jednak w praktyce wyszło całkiem sympatycznie. Kirsten Dunst dała tej postaci bardzo dużo dziewczęcego uroku, jak i elegancji w późniejszym okresie. Pierwsza część filmu jest dość dobrym streszczeniem życiorysu królowej (oczywiście, jeśli bierzemy pod uwagę możliwości filmu). Druga część zawierała już bardzo dużo skrótów (nie było np. w ogóle mowy o tym, że MA urodziła drugiego syna), jak i przeinaczeń / niedomówień historycznych. To, co mnie zdziwiło, to fakt, że plotki dotyczące jej życia, które w książce były często uznawane jako nieprawdziwe, w filmie sugerowały prawdę historyczną (np. relacje MA z Fersenem). Bardzo zawiodło mnie zakończenie. Moim zdaniem zostało niepotrzebnie urwane i poczułam się, jakby mi ktoś uciął film w połowie. Uważam, że jest to zabieg niekorzystny… Pół biedy, jeśli ktoś wie, co było dalej. Jednak twórcy, mimo wszystko powinni zakładać, że daną produkcję mogą oglądać osoby niezapoznane z tematem, a akurat jeśli chodzi o MA, to całe jej życie i postępowanie nabiera innego znaczenia, jeśli spojrzymy na pryzmat tego, co stało się na końcu. Byłabym raczej za zrobieniem z filmu dwóch części, niż takim urywaniem (zresztą uważam, że część rzeczy można było wyrzucić lub przynajmniej skrócić i w to miejsce dodać końcówkę)… To chyba największy minus. Do reszty nie mam większych zastrzeżeń. Bardzo dobrze zostali dopasowani aktorzy (przede wszystkim Ludwik XIV, hrabina du Barry i Ludwik XV). Dość fajny film, myślę że warty polecenia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ola
KMTM


Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 1556
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: czarna dupa

PostWysłany: Pią 0:04, 07 Maj 2010    Temat postu:

oglądałam Marie Antonine. i odczułam takie same wrażenie co do braku zakończenia. i o ile dobrze pamiętam było jak MA się kłania przed tłumem ludzmi na koncu...a z tego co wiem tak nie zrobiła. to było dziwne dla mnie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Pią 13:23, 07 Maj 2010    Temat postu:

ola napisał:
oglądałam Marie Antonine. i odczułam takie same wrażenie co do braku zakończenia. i o ile dobrze pamiętam było jak MA się kłania przed tłumem ludzmi na koncu...a z tego co wiem tak nie zrobiła. to było dziwne dla mnie.


Nie jestem pewna, czy w rzeczywistości się ukłoniła, ale mimo dużych oporów wyszła na balkon, bo tłum stawał się coraz bardziej niebezpieczny...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Draco Maleficium
Moderator (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 4374
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Anatewki

PostWysłany: Pią 10:49, 14 Maj 2010    Temat postu:

Polecam wszystkim "Jak wytresować smoka" - przyjemny, wesoły, niegłupi film, piękna animacja, no i Szczerbatek (nie mylić z PiBowym ^^) to po prostu mistrzostwo świata Very Happy
Ja chcę takiegooo, mamo, kup mi!

Poza tym, ostatnio natrafiłam na japoński film traktujący o mężczyźnie, który ma bardzo odpowiedzialną, acz nietypową pracę: zajmuje się zwłokami. Ubiera, maluje, układa oraz generalnie pielęgnuję zmarłych, wyprawiając ich w ostatnią drogę. Nie znam niestety tytułu filmu, ale zdecydowanie będę się za nim rozglądać - oraz za ścieżką dźwiękową. Coś pięknego, niesamowita atmosfera, nietypowy temat, problem oswojenia śmierci... Jestem do tej pory pod wrażeniem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Pią 14:07, 14 Maj 2010    Temat postu:

Ja za to obejrzałam "2 dni w Paryżu". Francuzka i Amerykanin (para) wracają z wakacji w Wenecji i przed powrotem do Stanów zahaczają o Paryż (za czym idzie poznanie rodziny dziewczyny, jej znajomych i byłych facetów). Spektakl ogólnie (podobno) miał być o stereotypach i faktycznie jest to widoczne. Oglądało się w miarę, chociaż jak dla mnie, zdecydowanie za dużo nawiązań seksualnych. Przynajmniej połowa scen zawierała teksty o seksie, czasami naprawdę przesadzone. A tak poza tym, po dłuższych przemyśleniach, w sumie sama relacja między tą parą przedstawiona jest fajnie. Bez idealizowania i pokazywania "cudownej miłości na śmierć i życie". Raczej pokazane zostało wszystko takie, jakim jest, włącznie z zazdrością, kryzysami i wszystkim innym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Enid
KMTM


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 1398
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdynia

PostWysłany: Pią 17:21, 14 Maj 2010    Temat postu:

Draco, tamten film to Pożegnania (Okurobito). Oscar dla najlepszego nieanglojęzycznego z zeszłego roku Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Draco Maleficium
Moderator (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 4374
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Anatewki

PostWysłany: Pią 17:24, 14 Maj 2010    Temat postu:

Dzięki wielkie! :* Teraz już wiem, czego szukać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.teatrmuzycznywgdyni.fora.pl Strona Główna -> Kultura i rozrywka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następny
Strona 11 z 14

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group, Theme by GhostNr1