Forum www.teatrmuzycznywgdyni.fora.pl Strona Główna
Zaloguj Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy
Wrażenia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.teatrmuzycznywgdyni.fora.pl Strona Główna -> Skrzypek na dachu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
polajda
KMTM


Dołączył: 01 Maj 2008
Posty: 1456
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdynia

PostWysłany: Pią 6:21, 08 Maj 2009    Temat postu:

też byłam wczoraj czyli 7.05

Tak jak Ola uważam, że to był jeden ze słabszych Skrzypków jakie widziałam, ale był dobry. Zabrakło mi czegoś. Zespół był jakiś wybrakowany. Było trochę pusto np w " Anatewce" Najbardziej podobała mi się wczoraj Ola Meller. Kocham jej Hudel. Kasia Kurdej też bardzo mi się podobała, oczywiście Bernerd Szyc to wiadomo- klasa jak zwykle. Dorota Kowalewska- bardzo się cieszę, że znowu ją miałam. Jest rewelacyjną Gołdą i kupuje ją w 100% Oczko Jeżeli chodzi o resztę to w porządku, jednak nie mogę polubić Żabki jako Motla... jest dla mnie trochę nijaki ;p

i publiczność była słaba ;p i dużo wycieczek ;p
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Pon 11:06, 25 Maj 2009    Temat postu:

23.05

Udało nam się w piątek dostać całkiem eleganckie bilety w loży, więc nie musiałyśmy wysiadywać schodków (i całe szczęście). Spektakl był udany, nawet bardzo. No i fajnie było w końcu obejrzeć Skrzypulca z trochę mniejszej odległości.
Było trochę zmian w obsadzie: Marek jako Fiedka zamiast Michalskiego, Krzysztof Stasierowski w roli Policjanta i Naum - Andrzej Śledź.
Nie będę opisywała każdej sceny po kolei, bo już to robiłam parę razy i bez sensu opisywać wszystko kolejny raz. Zresztą nie umiem pisać kolejnych recenzji, ze spektaklu który już widziałam parę razy, także napiszę tylko o tym, co rzuciło mi się w oczy.
- W "Tradycji" w końcu udało mi się wychwycić trochę oddzielnych wątków (z balkonu raczej nie ma szans). Fajnie, że wszystko co dzieję się na scenie, jest związane z tym, co dzieje się później: Fiedka flirtuje z Chawą, Hudel spogląda na Mendla etc.
- Spojrzenia Cajtli i Motla w Szabasie były i tym razem. Do tego w momencie, kiedy Tafej patrzył ze smutkiem na Anię, Dziadek spojrzał na Tafeja. Wymowne to bardzo.
- Dziadkowa mina: "pięć?! ...dziewczyny" - bezcenne. Za to serek został zjedzony z niewielkim zapałem.
- Marek Kaliszuk miał trochę problemów z głosem w "L'Chaim". Za to "AAAA" i późniejsze wokalizy wyszły naprawdę super.
- Podobało mi się "tato!" wypowiedziane przez Magdę Smuk tuż po Mazeltovie dla Cajtli.
- Tafejowe piskliwe "to jestem ja" zupełnie mnie rozwaliło. Za to "Oj" nie było ciapowate, tylko takie bliższe Żabkowemu. Zdecydowanie wolę wersję listopadową: ciapowato-piskliwą.
- Podczas głośnego rozmyślania Tewjego odnośnie ślubu Cajtli i Motla, młodzi stanęli na przeciwko siebie trzymając się za ręce, tak jak później zawsze to robi Hudel z Perczykiem.
- Podczas Wesela, kiedy Motel już stoi pod baldachimem i przechodzi procesja z Cajtlą, Motel-Tafej chciał za nią pójść, ale jeden z panów trzymających baldachim go zatrzymał i uświadomił, że ma stać i czekać.
- W "To świt, to zmrok" Tewje spojrzał na Perczyka i Hudel patrzących na siebie, jakby powoli dochodziło do niego co się między nimi szykuje.
- Dziadu trochę wypadł z muzyki w "Now I have everything", ale szybciutko wrócił i już było dobrze.
- Mała Chawa w "Kwiatku mój" jest urocza. Przepięknie bawiła się lalką, pokazywała jej coś, tarmosiła. Cudne.
- Naum-Śledź płakał w Anatevce.

Wesele i L'Chaim z loży nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak z balkonu. Tak samo scena rozboju na weselu i mój ulubiony fragment tańca z butelkami. Poza tym oglądało się super.

Na oklaskach wstała część balkonu i część lewej loży. Nie wiem jak z prawą, za to cały dół siedział, co było o tyle dziwnie, że podczas spektaklu ludzie reagowali bardzo żywo i entuzjastycznie. No nic. Po raz kolejny zaliczyłam stukanie w plecy i znowu nasłuchałam się jaka to jestem niewychowana, że zasłaniam innym i w ogóle brak kultury. Yhh.. kocham takie oburzone babcie.

24.05 g.15

Obsada taka jak na stronie, z wyjątkiem Fiedki-Kaliszuka zamiast Michalskiego.
Tym razem środeczek drugiego rzędu, także już w ogóle wszystko było świetnie widać. No i pierwszy raz na Skrzypku miałam okazję usłyszeć komentarze poza-mikroportowe, co kilkatronie wprawiło mnie i Mateła w dużą radość. Znowu będzie od myślników.

- Ania w Swatce na chwilę się romarzyła. Później spojrzała na śpiewające siostry i znowu wróciła do mycia podłogi i spojrzeń takich-jak-zwykle, czyli z niedowierzaniem.
- Śmiech Pana Fogla w karczmie był zarażający. Chyba najlepszy Mordkowy śmiech jaki słyszałam.
- Obejście stołu przez Motla-Krzyśka jak zawsze wyszło świetnie. No i "Oj!" xD Piskliwe i ciapowate.. Cudnie.
- W L'Chaim Fiedka został połowicznie odstawiony na ziemię razem ze stołem, tyle że stał tyłem do zejścia i musiał się odwrócić. (nie lubię tego momentu, bo zawsze się stresuję, że Fiedka się potknie i zleci z tego stołu. Tak samo miałam w "Nienasyconym Głodzie" w TW.)
- W "To świt, to zmrok" Tewje i Cajtla spojrzeli na siebie. Niby nic, a wzruszające i mówiło więcej niż cały ten utwór. Piękne.
- Podczas wesela, przy kwestii Lejzora o tym, że został skompromitowany, Pan Sikora zaczął krzyczeć "Sam się skompromitowałeś, uchlałeś się jak..." (i dalej nie usłyszałam). Później, kiedy Tewje mówi "Możesz zabrać te swoje śmierdzące kurczaki" Oset dodał "Śmierdzą, śmierdzą", co wywołało głupawkę. Komentarze weselne są bezcenne.
- Moją uwagę zwrócił jeden z Żydów w zespole, który ma złamaną reką. Podczas wesela był uroczy, trochę taki "wiejski głupek". Później podczas plotek, z satysfakcją zwinął coś Ryfce z koszyka. xD Coś czuję, że na następnych Skrzypulcach będę wiedziała na kogo patrzeć w zespole.
- Podczas Wesela Naum "zaopiekował" się kurczakami, po czym usiadł na klatce i po chwili się z niej zerwał. Wywnioskowałam, że któryś z kurczaków dziabnął go w tył Smile Był też motyw, że Naum podszedł do Tewjego i chciał zobaczyć (czyt. [prawdopodobnie] zwinąć) lichtarz, ale Tewje czujnie go strzegł i wychwycił nieczyste intencje Nauma.
- Kocham moment "A ja zatańczę z moją żoną" i ucieczkę Gołdy. Tym razem Tewje wziął żonę pod boki i zaczął brutalnie ciągnąć w stronę środka.
- Bardzo podobała mi się Mariola w scenie tuż przez "Now I have everything". Możliwe, że to kwestia tego, że siedziałam blisko, ale naprawdę była cudowna. Zresztą Krzysiek też. Pod koniec piosenki Krzysiek pomieszał tekst, ale nie dał nic po sobie poznać, a i słowa miały sens, także można było tego nie zauważyć.
- Dziadek w plotkach zawzięcie bronił swoich kurczaków przed napirającymi ludźmi.
- Podobało mi się to, że w "Do you love me" Gołda powiedziała, a nie zaśpiewała tekst "Zdaje się, że tak". Dzięki temu wyszło to naturalnie. Tłumaczenie w tym utworze jest koszmarne: nic się nie rymuje, długość tekstu nie do końca pasuje do melodii, a do tego wszystko brzmi banalnie. Gdyby nie aktorzy, ten fragment w ogóle by nie wzruszał. Powinni coś zrobić z tłumaczeniem w tym miejscu, bo psuje taką piękną scenę.
- Uwielbiam patrzeć na Agatę Gałach w Anatevce.
- Nie lubię momentu "będziemy jechały pociągiem i statkiem". Koszmarnie to sztuczne i to chyba nawet nie wina aktorek. Nie da się tego zagrać wiarygodnie.. Mogliby to wywalić.

Mariola miała wczoraj bardzo dobry dzień. Pięknie śpiewała, a i aktorsko było super (w sobotę zresztą też). W ogóle zrobiła duży postęp od listopada, teraz naprawdę widać u niej to, że jest pyskata. Super. Kaliszuk też miał dobry dzień i mimo tego, że nie przepadam za jego Fiedką, to nie przeszkadzał mi. "AAA" wyszło super jak zawsze i później było mniej popowo. Chyba najlepszy jego występ jaki widziałam. Chyba zmieniłam nastawienie do Krzyśka-Perczyka. Wczoraj miał bardzo dobry spektakl i mi się podobał. Bardzo.

Fajnie było obejrzeć Skrzypka z bliska. Wprawdzie dużo gorzej ogląda się sceny taneczne, ale warto je "przegapić" dla reszty scen. Zespół w Skrzypku jest zdecydowanie zbyt liczny - niewiadomo gdzie patrzeć, a w Tradycji to już w ogóle masakra. Już raczej więcej nie wybiorę się na Skrzypka z balkonu. Szkoda zarówno pieniędzy, jak i samego spektaklu. Wolę poczekać, aż szał trochę przejdzie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Draco Maleficium
Moderator (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 4374
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Anatewki

PostWysłany: Pon 12:39, 25 Maj 2009    Temat postu:

Przyznaję, że czekałam niecnie, aż Kunc spisze swoje spostrzeżenia, żeby móc się na nich oprzeć, więc teraz niniejszym dodam co nieco od siebie odnośnie spektakli weekendowych, tych samych, które zostały streszczone powyżej Wink

Obsada:
Gołda – Grażyna Drejska x2
Cajtla – Ania Urbanowska x2
Hudel – Mariola Kurnicka x2
Chawa – Magda Smuk/Kasia Kurdej
Motel – Marcin Tafejko/Krzysiek Żabka
Perczyk – Łukasz Dziedzic/Krzysiek Wojciechowski
Fiedka – Marek Kaliszuk x2
Jenta – Anna Andrzejewska x2
Lejzor – Wojciech Cygan x2
Fruma Sara – Dorota Kowalewska x2
Babcia Cajtla – Ewa Gierlińska x2
Naum – Andrzej Śledź/Aleksy Perski
Policjant – Krzysztof Stasierowski/Tomek Czarnecki
Mordka – Tomasz Fogiel x2

23.05.2009:

- tempo „Tradycji” znowu podkręcone – tatusiowie niezbyt wyrabiają ze swoim wejściem.
- bardzo podoba mi się moment, kiedy Rebe „błogosławi” Cara, a młodsze córeczki Tewjego wczuwają się i wznoszą oczy i ręce ku niebu, dopóki matka nie karci ich, żeby przestały – ha, jej córki nie będą błogosławić żadnego Cara!
- cudnie się ogląda całą Tradycję z bliska, nie wiadomo, gdzie oczy podziać Very Happy
- Fiedka zderzył się z Chawą i wytrącił jej z ręki książkę – gdy oboje przyklęknęli, żeby ją podnieść, po czym – trzymając książkę we dwójkę – podnieśli się powoli, patrząc sobie w oczy, miałam dość silne skojarzenie z piękną gąbką XD Wyszło bardzo ładnie, zresztą mnie również zachwyca to, że w tle dzieją się rzeczy zwiastujące przyszłe, poważne wydarzenia.
- nie byłam specjalnie zadowolona, kiedy zamiast Jurka Michalskiego wyskoczył Kaliszuk – oglądanie ich w proporcji 5:1, zwłaszcza, kiedy ten jeden jedyny raz był hen, w listopadzie, nie jest jednak dobrym rozwiązaniem…
- gdy Hudel oznajmia, że Chawa jest w oborze i doi krowę, obie starsze siostry wymieniają bardzo znaczące, pełne konspiracji spojrzenia – bardzo fajnie to wychodzi
- uwielbiam spojrzenie, jakie Ania Urbanowska rzuca Jencie, gdy się mijają – i to, jak mruczy coś pod nosem, wychodząc za kulisy
- w sobotę pani Andrzejewska nie zaakcentowała tak mojego ulubionego momentu w jej wykonaniu: „Ale takim znowu mężczyzną…!/ręka idzie do góry w piąstce/ … to on nie był”/ręka w dół/. Zabrakło mi tej znaczącej pauzy. Poza tym, cała rozmowa Gołdy z Jentą świetna i pocieszna, czyli jak zwykle.
- uwielbiam scenę „porodu” w wykonaniu młodszego duetu siostrzyczek Very Happy
- ostatni wers w „Swatce”: „Targować więc można się,” wyszedł w sobotę wyjątkowo ładnie
- „Gdybym był bogaczem” Szyca robi się coraz lepsze i lepsze – w sobotę pięknie wyszły te przeciągane „Ja ba ba BAAAAAJ baba…,” trzaśnięcie elementem wozu pod koniec też wyszło pełne werwy i zdecydowanej pogardy w świetle marzeń o bogactwie Smile No i uwielbiam, wprost uwielbiam, jak nasz Tewje akcentuje wyraz „Koń” i wychodzi coś w stylu „Kuoń” Very Happy
- niewiele pamiętam niestety ze sceny, kiedy mężowie z Anatevki zbierają się przy wozie Tewjego – całą moją uwagę pochłonął Perczyk, który znowu rozglądał się po Anatevce z wyrazem umiarkowanej ciekawości graniczącej ze zdegustowaniem i przysłuchiwał się rozmowie z dość wiele mówiącą miną Wink
- widać było, że student przybyły z Kijowa jest głodny – jak tylko zaczęła się mowa o serku, Dziadek nagle tęsknie spojrzał w stronę wozu, pocierając nieznacznie brzuch; podobała mi się też ta nieznaczna pauza, podczas gdy zasada „Nie jestem żebrakiem” walczy z żołądkiem głośno domagającym się paliwa, a następnie następuje kapitulacja, odwieszenie zasad na wieszak i pochłanianie serka w dwóch – dosłownie – kęsach.- nastąpiła mała zmiana interpretacji tekstu: w marcu „Otworzę ich umysły dla wielkich idei” było rozkosznie ironiczne, stanowiło jawną kpinę i przedrzeźnianie zacofania Mendla, w sobotę natomiast było to już pozbawione ironii, pełne zapału oświadczenie, że Perczyk istotnie zamierza nawracać córki Tewjego na słuszną sprawę – przy pomocy Biblii, rzecz jasna. Wolę podejście marcowe, ironiczne.
- szaleję za mimiką Bernaciaka podczas poprawiania Tewjego przy wersetach z Biblii oraz za tym, jak on zawzięcie otwiera i kartkuje Biblię za każdym razem, jak Tewje zaczyna swoje „Bo, jak mówi Święta Księga”…
- Hudel istotnie popisała się ciętym języczkiem i podoba mi się, jak Dziadek z szerokim uśmiechem reaguje na jej docinek – potem Tewje był szalenie dumny z córeczki.
- Motel-Tafej był w sobotę wyjątkowo przerażony z rozmową z przyszłym teściem i jego popiskiwania wzbudziły szczególną radochę Very Happy Ania z kolei wspaniale rzucała spojrzeniami, niepewnymi uśmiechami, aż w końcu pełnymi żalu minami w stronę jej ciapowatego lubego.
- modlitwa szabasowa przepiękna jak zwykle, z przecudownym brzmieniem chóru, w dodatku znaczące wymiany spojrzeń Motla i Cajtli, czujnie obserwowane przez Perczyka – uwielbiam to!
- było sporo chrząkania między Lejzorem a Tewje, choć nie takie to było długie, jak lubię – uświadomiło mi to, że tęsknię za latającą nogą i pełnymi zdenerwowania ruchami Jacka Westera. Reakcje Tewjego na wszystkie teksty Lejzora to po prostu poezja.
- „L’Chaim” porywające jak zwykle, wódka lała się gęsto, panowie tańczyli po prostu wyśmienicie i po prostu uwielbiam, no, uwielbiam. Kaliszuk miał wyraźne problemy z głosem, a choć „AAAAA” wyszło naprawdę pięknie, tak podczas mówionego tekstu te kłopoty dały się we znaki. Znowu padł tekst „Morda moja” – muszę w końcu wychwycić, czyj to XD
- uwielbiam miny Saszy podczas zaczepiania i późniejszego tańcowania z Tewje, pod koniec sceny w karczmie i rozmowy Tewjego z Lejzorem o synu Wisło w pijackim odurzeniu uznał, że przyjemnie będzie sobie jeszcze trochę pograć, zaczął więc brzdąkać na swoim instrumencie i kręcić się w kółeczko, jakby tańczył jednoosobową sambę. Cudo.
- podobał mi się pan Stasierowski jako Policjant – pasuje wizualnie, brzmiał bardzo zasadniczo i trochę jak służbista, jednak zabrakło mi trochę tej niejednoznaczności, jaką ma Tomek Czarnecki; „Ja – Żydem” też nie było aż takie ucieszne, chociaż podobało mi się, że pan Stasierowski nie używał tego silnego akcentu.
- scena nauczania o podłości pracodawców należy zdecydowanie do czołówki moich ulubionych! Podoba mi się, że Łukasz dodaje „Gorzej – jest pracodawcą” – to „gorzej” mnie rozbraja. Chichotanie młodszych sióstr i zapalczywa radość z powodu zaakcentowania „Pięknej Racheli” (młode nie w ciemię bite, czują, co się szykuje!) absolutnie ucieszne, spojrzenia Hudel i delikatny uśmieszek, kiedy Perczyk wywodzi swoje racje – równie bezcenne.
- uwielbiam, no uwielbiam dziadkowe „Ty jesteś bystra!” Wygląda to tak, że Perczyk jest tak zdumiony nagłym przejawem inteligencji Hudel, że aż się zapowietrza, wytrzeszcza oczy w zdziwieniu, cofa się aż za stołek i wymawia tę kwestię w pełnym ironii zdumieniu, przy czym tekst o „odrobinie inteligencji” brzmi nad wyraz cynicznie, podobnie, jak docinek o ciekawości. No cudo po prostu. Przypomina mi nieco mojego dawnego nauczyciela angielskiego ze szkoły prywatnej, którego uwielbiałam, a który zrobił podobną minę, jak raz mu odparowałam Wink No i moje ukochane „No jakaś ty dzielna,” pełne kpiny, ironii i przedrzeźniania – kwik. Czy wspominałam już, jak kocham ironiczną wersję Perczyka? Mariola w tej scenie błyszczała równie jasno, byłam pełna podziwu dla jej znaczących min. Bardzo fajnie wychodzi jej „Dziękuję,” pełne powątpiewania. Trafiła kosa na kamień, krótko mówiąc.
- kiedy na scenę wchodzi Cajtla w asyście sióstr, Perczyk co i rusz rzucał promienne uśmiechy w stronę Hudel – „Tak, cześć, to ja z tobą dopiero co tańczyłem” XD Na co Hudel odpowiadała równie przymilnym uśmiechem. Kto się czubi, ten się wyraźnie bardzo lubi.
- Cajtla była naprawdę przerażona perspektywą małżeństwa z Lejzorem – jej skrzywiona, pełna desperacji mina i kręcenie głową robiły potężne wrażenie.
- uwielbiam Motla-Tafeja, koniec kropka. Jego „To jestem ja!” było niemal piskiem podchodzącym pod kwik. Późniejsze zmężnienie też widoczne w kontraście, no i pięknie mu wyszedł „Dziw to nad dziwy.” Moment, kiedy w drugiej zwrotce Motel zaczyna biegać w kółko tanecznym krokiem, a Cajtla za nim, pełna radości, należy do moich najulubieńszych.
- miny "przebudzonego" z krzykiem Tewjego w sobotę sprawiły, że głupawka nie opuszczała mnie przez dobre parę minut XD
- Krzysiek Wojciechowski robi przecudowne miny jako Przerażający Nagrobek, zresztą wszyscy byli groteskowo-ucieszni, jak zwykle.
- bardzo lubię śpiew Doroty Kowalewskiej jako Frumy Sary, tym bardziej zawiedziona byłam, że ani w sobotę, ani w niedzielę nie pokazała ona swoich pełnych możliwości i wyszło tak raczej średnio na jeża i niezbyt przerażająco, jakby na pół gwizdka. Szkoda.
- nie przepadam za Fiedką Kaliszuka – w sobotę podczas rozmowy z Chawą wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie o wspólne omawianie książki mu chodzi, a za odejściem Chawy robił miny, jak typowy podwórkowy podrywacz – to plus zacieranie rąk dało nam obraz playboya, którego bardziej kręci łezka w sukience Chawy niż to, jakie dziewczyna ma przymioty duchowe. Tym bardziej ucieszyło mnie spławienie go przez Motla i tafejowe pełne kręcenia głową i dezaprobaty, przedrzeźniane „Fiedka.” Szkoda tylko, że moje ulubione „Oi” było z żabkową chrypką i takie trochę, bo ja wiem, od niechcenia?
- Kunc już opisała wpadkę Motla w związku ze staniem pod baldachimem i czekaniem na Cajtlę oraz spojrzenie Tewjego na Perczyka i Hudel – od siebie dodam tylko, że i na mnie zrobiło to wielkie wrażenie. Pięknie. Wzruszyło mnie to, jak Gołda podczas śpiewania „To świt, to zmrok” wycierała oczy w swój welon.
- taniec z butelkami – jak zwykle wspaniały, rozwalił mnie też wyraz bezgranicznego przerażenia i oczekiwania na rychłą katastrofę, jaki rysował się na twarzach trzech z tańczących XD
- kocham naszą orkiestrę – wszystkie weselne melodie grają tak, że po prostu nie jestem w stanie siedzieć spokojnie i chodzi mi noga, ręka wystukuje rytm, a głowa kołysze się na wszystkie strony.
- fochy Tewjego na Lejzora – bezcenne. Cygan niestety mało wyraźny w tej scenie, chociaż siedział bez przerwy bez ruchu z miną absolutnego zdegustowania. Na widok kurczaków ktoś z tłumu krzyknął „Piękne kurczaki!” Rozwaliła mnie też reakcja Perczyka, kiedy Mordka mówi o opłakiwaniu zmarłych, a wszyscy wokół zaczynają rozpaczać – mówiła bardzo dobitnie „Wtf?!”
- czapeczka perczykowa znowu poleciała daleko, daleko, i przepraszam, ale muszę kwiknąć – Dziadek podał Marioli rękę z taką płynną, elegancką gracją, że nic, tylko wzdychać. Ich uśmiechy do siebie, kiedy Tewje ogłasza, że zatańczy ze swoją żoną, wyszły pięknie. Drejska cudnie ucieka wtedy przed mężem, który twardo, niemal przemocą ciągnie ją na parkiet XD
Cała ta scena wyszła tak cudnie i pięknie, jak zwykle, wprost przepadam za tą choreografią, Rebe tańczył przeuciesznie, dopóki nie zasłabł z wrażenia, Dziadek dzielnie biegał wśród ludzi i ciągnął ich na parkiet, próbował też rozruszać w tłumie Gołdę, wszyscy tańczyli z werwą, radością i zapałem, aż w końcu…- Rosjanie byli w sobotę zdecydowanie agresywni i żądni destrukcji. Zmroziło mnie. Gra Bernarda Szyca w tej scenie jest po prostu wstrząsająca…

II Akt

- nie pamiętam niczego szczególnego w pierwszym monologu Tewjego na początku II aktu, było po prostu tak, jak zazwyczaj, czyli świetnie, można więc przejść dalej:
- sławetna scena omawiania politycznej kwestii małżeństwa. Zagrana cudnie, zarówno przez Mariolę, jak i Dziadka – mieli naprawdę przekonującą chemię między sobą, fochy jednego na drugie wyraźnie podszyte były troską i potrzebą zrozumienia. Kwestia „Straszne rzeczy dzieją się w całym kraju” była wypowiedziana cicho, ze śmiertelną powagą, tak, że uwierzyłam, że Perczyk naprawdę wie, co mówi, nie tylko powtarza uparte slogany – parę razy jeszcze ten cichy, spokojny, a jednak pełen przekonania ton został użyty i robiło to na mnie wstrząsające wrażenie. Rozbroiła mnie bezradna, pełna zagubienia mina Łukasza, kiedy ten w końcu zdecydował się poruszyć polityczną kwestię – bidok wyraźnie wchodził na niepewny dla siebie grunt XD Mariola pięknie zaakcentowała drugi raz „Uczucie,” jej nieruchomy wzrok podczas monologu Perczyka o solidarności i jedności mówił bardzo wiele. „Now I have everything” Łukasz zaczął nadzwyczaj cicho i delikatnie, potem trzymał się też tej wersji i nie wiem, czy nie było to podyktowane koniecznością, bo przez cały spektakl mówił raczej z takim pewnym przydechem, nie tak dudniąco i pełnym głosem, jak w marcu – ale nawet jeśli tak, wyszło to ślicznie, pomimo pewnego rozjechania się z muzyką. No i końcowe „być” – pięknie rozwinięte w pełne, mocno podparte vibrato, ach i och. Mariola też bardzo ładnie.- rozmowa Tewjego równie zachwycająco rozegrana przez całą trójkę. Zdecydowanie i determinacja Marioli, żelazna stanowczość i niemal otwarte, choć nieco podszyte żalem wyzwanie Perczyka, rozterki i oburzenie Tewjego – po prostu koncertowo. No i absolutny i niekwestionowany gwóźdź programu: „Reb Tewje… ja ją kocham.” Kwik. Rozpłynęłam się. Absolutnie wspaniale rozegrane, ta błogość i czułość w uśmiechu i w słowie, pełne miłości spojrzenie na Mariolę… Żeby mi jakiś facet powiedział coś podobnego w ten sam sposób, szłabym za nim do Piekła i jeszcze dalej.
- „Czy mnie kochasz” ma zdecydowanie koszmarne tłumaczenie Sad Aktorzy wyciskają z tego, co mogą, i rozegrane było to w bardzo wzruszający sposób – jakże jestem wdzięczna, że nie ma już rozwijania gatek Tewjego, nawet, jeśli ciągle są trzymane przez Gołdę! „Miłość, Gołda!” na stałe weszło już do repertuaru, podobnie, jak „Tewje, bo jeszcze kto zobaczy” ślicznie zagrane przez Drejską – no i objęcie przy tym niefortunnym „Obejmij mnie” naprawdę czułe i wzruszyłabym się na pewno, gdyby nie to fatalne tłumaczenie, które zarzyna tak piękny tekst oryginału…
- plotki z Anatevki – cudo, kocham tę scenę. Cajtla była naprawdę wściekła na Jentę za otwarcie listu, potem skarżyła się na swatkę koleżankom nieco z boku, które podzielały jej gniew – Eliza Kujawska wręcz kręciła głową z wiele mówiącym spojrzeniem w stylu „No ale co my możemy z nią zrobić? Tylko się męczyć i jakoś to znosić.” Pod koniec Żebrak Naum-Śledź został sam na scenie i rozglądał się z bezradnością, co on ma biedny ze sobą zrobić, po czym w końcu poczłapał w prawą kulisę z miną, która jako żywo przypominała Amosa Harta. Ach, no i na samym początku Krzysiek Wojciechowski uciesznie krzyczał „Kurczakiiiii, kurczakiiiii!”
- „Far from the home I love” – przepięknie i wzruszająco. Absolutnie uwielbiam Szyca w tej scenie, Mariola była wręcz przepełniona miłością do ojca i żalem, że się z nim rozstaje, a jednocześnie zdecydowana podążać za ukochanym. Majstersztyk, zarówno w sobotę, jak i w niedzielę.
- nowa maszyna do szycia Motla również wywoływała pełną sensację, jak zwykle – szalenie mi się podoba w tej scenie Ania Urbanowska, Tafeja duma wręcz rozsadzała. Rozmowa Chawy z Fiedką świetnie rozegrana przez Magdę Smuk – ona jest naprawdę wspaniałą aktorką, każda jej kwestia wibrowała wiarygodnością i prawdziwością. Rozmowa z ojcem o Fiedce naprawdę wzruszająca. No i przeucieszny fragment oglądania maszyny do szycia przez głowę domu – kocham Szyca w tej scenie!
- kolejna scena, którą uwielbiam w jego wykonaniu, to rozmowa z Bogiem tuż przed wiadomością o małżeństwie Chawy – jego „Jestem już chory ze zmęczenia, pchając ten wózek” za każdym razem pozostawia mnie pełną współczucia i frustracji, jaką i on czuje. Perełka. No i „Kwiatku mój”… Słów mi brak, za każdym razem jest przepięknie, nawet, jeśli Mała Chawa usiadła nieco bardziej z boku i potem przesuwała się mało dyskretnie, żeby siedzieć centralnie w świetle reflektoru Wink
- Odpędzenie Chawy – wstrząsające, jak zwykle. Wielkie brawa dla Magdy Smuk.
- w sobotę drugi z synków oferowanych dla młodszych córek Tewjego zabrał Agacie lalkę i nie chciał oddać. Męski szowinizm.
- Stasierowski rzucił wezwanie do opuszczenia domów od razu, o czym już pisała Kunc; zespół rewelacyjnie odegrał tę scenę, jak i „Anatevkę.” Monika Połom i Eliza Kujawska naprawdę czule opiekują się swoją – siostrzyczką? Podobało mi się, jak chciały ją zasłonić własnym ciałem, gdy żołnierze sięgnęli po broń. Miny Agaty Gałach w tych scenach są absolutnie obłędne, ona wzrusza każdym wygięciem ust. Wyszło przepięknie.
- nie wiem, co jeszcze mogę dodać o końcówce sobotniej, bo tutaj chyba niewiele już było tych smaczków – może poza tym, że Lejzor Cygana jedzie jednak do „Chicago,” nie do „Czikago,” przez co znowu zatęskniłam za Westerem. Wszystko piękne, wzruszające i mrożące krew w żyłach, zwłaszcza wyjście Skrzypka w pasiaku… Dość powiedzieć, że nawet, jeśli nie płakałam, to potem trzęsłam się cała przez całą drogę do schroniska – i to nie z zimna.

Sobotni Skrzypek ogólnie był udany, aczkolwiek nie aż taki dobry, jak poprzedni, marcowy.


Ostatnio zmieniony przez Draco Maleficium dnia Pon 13:45, 25 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Pon 14:00, 25 Maj 2009    Temat postu:

Jak już Draculina tak się rozpisała, to pozwolę sobie jeszcze coś dodać, bo mi się przypomniało.
Bardzo podobał mi się Krzysiek wczoraj, podczas omawiania "sprawy politycznej". Pierwsze wtrącenie Marioli "na uczuciu", w ogóle nie przeszkodziło mu w prowadzeniu swojego wykładu i zdawał się w ogóle nie zauważyć tego, co powiedziała Hudel. Automatycznie powtórzył po niej i dalej ciągnął swój monolog. Dopiero za drugim razem się zreflektował. Swoją drogą opowiadał (o stosunku między kobietą a mężczyzną zwanym małżeństwem) w taki sposób, że czułam się jak na wykładzie u jakiegoś profesora, który jest całkowicie pochłonięty tym, co właśnie omawia i zupełnie nie zwraca uwagi na to, co dzieje się dookoła. I jeszcze moment kiedy Perczyk prowadzi lekcję i wchodzi Hudel. Krzysiek mówił, doszedł do "pięknej...", zapatrzył się w Hudel (siostrzyczki oczywiście od razu zczaiły o co chodzi i zaczęły chichotać), po czym otrząsnął się i dokończył "..pięknej.. Racheli".
Na weselu Krzysiek Żabka fajnie się zbierał w sobie, żeby przydepnąć to "coś", co zawsze Motel przydeptuje. Przez jakieś 15 sekund poprzedzające przydepnięcie się wiercił i spoglądał niespokojnie (acz z radochą) na Anię.


Ostatnio zmieniony przez Kuncyfuna dnia Pon 14:04, 25 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Draco Maleficium
Moderator (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 4374
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Anatewki

PostWysłany: Pon 17:33, 25 Maj 2009    Temat postu:

24.05.2009 - godzina 15:00

- tym razem w Tradycji nie było powolnego podnoszenia książki w wykonaniu Chawy i Fiedki, tylko nieśmiałe flirtowanie spojrzeniami, czyli tak, jak zapamiętałam z ostatniego spektaklu. Cajtla znowu flirtowała z kolei z Motlem, jednak czuła para została rozdzielona przez stanowczą panią Kamzoil. Panowie tatusiowie znowu nie zgrali się ze sobą w swojej kwestii, ale to nic, bo jak oni nie hukną „To tataaaaa!”… *______*
- wszystkie córeczki robią doprawdy urocze miny w stronę widowni na kwestię „To córka!”
- w niedzielę „Ale takim znowu mężczyzną to on nie był” było już rozegrane z tą pauzą, czyli cudnie całościowo Very Happy
- ja bym nie powiedziała, że Ania się w pewnym momencie rozmarzyła – mnie się wydawało, że ona raczej zmusza się do uśmiechu w stronę sióstr, jednocześnie zastanawiając się, jak one mogą wygadywać takie rzeczy, kiedy wisi im nad głowami widmo bycia żoną jakiegoś paskudnego starucha – ona po prostu doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i w niedzielę jej miny podczas Swatki szczególnie dawały o tym do zrozumienia, bardzo przykuwała uwagę.
- „choć gruby jest jak piec” – Ania wspaniale rozgrywa tę kwestię! No i Kasia Kurdej świetnie śpiewa „Na pewno da ci szczęście (…)” – ten jej śmiech przed „ważniejszych sto!” rozbraja. Mariola fajnie goniła siostrę z tą szmatką i wyjątkowo ładnie zaśpiewała swoją pierwszą zwrotkę; ogólnie cała „Swatka” wyszła w niedzielę świetnie, nawet, jeśli to końcowe „Targować więc można się” nie wyszło już tak ładnie, jak sobotnie.
- „Gdybym był bogaczem” jeszcze lepsze, niż sobotnie, a taniec tuż przed ostatnim „Tyś, co jagnię stworzył oraz lwa” sprawił, że dopadł mnie nastrój okołogłupawkowy.
- i znowu się nie przyglądałam panom domu skarżącym się na brak dobrych wieści – Perczyk zdecydowanie za bardzo przykuwa uwagę. Krzysiek też miał ciekawy wyraz twarzy, rozglądając się po Anatevce – ten z kolei mówił „Hm, no, mogło być… gorzej… jakoś to… będzie… chyba.” Również bardzo wyraźnie był głodny – nie tylko dyskretnie położył rękę na brzuchu, ale wręcz zaczął masować udręczony i wygłodzony żołądek i nie przejmował się zasadami nie bycia żebrakiem, tylko bez chwili zastanowienia przyjął serek i zaczął go po trochu, kęs po kęsie, pochłaniać, jednocześnie plując okruszkami na orkiestrę Wink
- bardzo lubię, jak Szyc wymawia „Perrrrrrrrczyk” Very Happy
- „Pańska córka ma cięty języczek” w wykonaniu Krzyśka wyszło nieco z pretensją, którą potem pokryło zadowolenie, że dziewczyna może coś takiego bezkarnie odparować – znaczy, że ma tupet, i to się młodemu rewolucjoniście podoba.
- Krzysiek Żabka przyglądał się Perczykowi z nieskrywaną ciekawością, wręcz bezczelnie zmierzył go wzrokiem od góry do dołu z buzią otwartą jak u wiejskiego głupka, któremu pokazano jakiś eksponat Very Happy
- Żabkowi bardzo fajnie wyszło „Nawrzeszczy na mnie” i ogólnie wczoraj miał naprawdę dobry dzień, a obchodzenie stołu istotnie wyszło koncertowo, jeśli do tego jeszcze dodać miny Ani, to po prostu… no, uwielbiam tę scenę!
- jednak brakowało mi tych znaczących spojrzeń w niedzielnej modlitwie szabasowej
- śmiech Mordki-Fogla był rzeczywiście szczególnie udany, mnie również się udzieliło. Konsternacja Tewjego i ten koncert min jak zwykle obłędne
- Kaliszukowi poszło w niedzielę lepiej, a choć ciągle słychać było pewne niedomaganie, było lepiej, no i – chwała Bogu! – nie było aż tyle popowego zaciągania przy „Za wasze zdrowie.” Wokalizujące „AAAA” naprawdę bardzo ładne. Tańce, męskie śpiewy – jak zwykle przeuciesznie i ja mogę oglądać tę scenę bez końca.
- Tomek Czarnecki pięknie się uśmiechnął na odchodnym przy „Ja – Zidem!”
- Krzysiek chrząkał, żeby zwrócić na siebie uwagę niesfornych uczennic (Dziadek po prostu stał i bardzo znacząco patrzył, czekając, aż się te pannice łaskawie uspokoją). Jego zakłopotanie przy wejściu Hudel było bardzo urocze i w ogóle Perczyk Krzyśka jest raczej ujmująco chłopięco naiwny, co szczególnie fajnie widać było w niedzielę w jego rozmowie z Hudel i w tańcu z nią. „Jakaś ty dzielna” znowu pełne zmieszania i zakłopotania, pojawiła się w tym miejscu bardzo fajna mina i przestrach w oczach, żeby broń Boże dziewczyna nie okazała się bystrzejsza od niego – a taki niby postępowy myśliciel Wink Potem, kiedy Hudel zjawiła się znowu wraz z siostrami, zerkał na nią z dość nieśmiałym, ale i pełnym zadowolenia uśmiechem. Cute.
- Ania była równie świetna, jak w sobotę, kiedy przyszło do wiadomości o małżeństwie z Lejzorem – znowu pełne grozy oczy, kręcenie głową z niedowierzaniem i rozpaczą.
- wejście Żabki – wejście smoka Wink Wyszło naprawdę fajnie, ale swój najlepszy moment Krzysiek miał, kiedy złapał Cajtlę za rękę i oświadczył, że córka Tewjego nie będzie cierpiała głodu. Kiedy Tewje prowadził swój wewnętrzny monolog, Żabek-Motel patrzył przed siebie wzrokiem pełnym uporu i determinacji, a Cajtla ułożyła głowę na jego ramieniu i złapała go mocno za ramię – wyglądało to po prostu pięknie, nie mogłam oderwać od nich oczu.
- uwielbiam szycowe „Pomocy!” kiedy ucieka, aby wymyślić, co powiedzieć żonie Smile
- Żabkowi naprawdę ładnie wyszło „Dziw to nad dziwy” – nie było tyle wchodzenia na falset, w pewnym momencie też pobawił się kwestią i zaśpiewał tak żartobliwie nisko, co wyszło bardzo na plus – najlepsze jego wykonanie tego utworu, jakie słyszałam. Ania jest w tej scenie rozbrajająco wręcz radosna i w niedzielę wręcz uroniła łezkę ze szczęścia, którą szybko otarła. Pięknie
- wspomniałam już o tym w temacie o publiczności, ale wspomnę i tutaj – podczas swojego „Ciiii” Tewje skierował je też bardzo wyraźnie do państwa z I rzędu przed nami, którzy głośno komentowali akcję i się śmiali.
- Dorota Kowalewska znowu śpiewała tak na pół gwizdka, wielka szkoda, bo poprzednio naprawdę robiła świetne wrażenie. Było raczej mało groźnie, chociaż Nagrobki dawały z siebie wszystko. Jak w pewnym momencie zobaczyłam Dziadka, miałam silne wampirze skojarzenia XD
- Drejska bardzo fajnie ziewa podczas śpiewania „To krawiec Motel Kamzoil”, kiedy łóżko znika za kulisą
- Sasza w niedzielę najwyraźniej postanowił zaszaleć i zaczął zaczepiać wraz z kolegą inną Żydówkę, zanim zabrał się do Chawy, którą zresztą dość mocno i okrutnie tarmosili
- Kaliszuk na szczęście zrezygnował z tych wymownych gestów i spojrzeń w niedzielę, przez co sprawiał wrażenie bardziej „miłego faceta,” niż playboya, i bardzo dobrze. Kasia Kurdej w tej scenie jest po prostu urocza, a Żabek też mruknął pod nosem „Fiedka,” jakby odganiał natrętną muchę. No i jego „Oi” było przeucieszne!
- spojrzenie Cajtli i Tewjego podczas „To świt, to zmrok” – tak, jak napisała Kunc, przepiękne. No i Krzysiek pięknie śpiewa tę harmonię w swojej kwestii z Hudel. Marioli wyszedł ten kawałek prześlicznie. No i chór – tu nic nie trzeba dodawać.
- i znowu te pełne przerażenia oczy tańczących z butelkami Very Happy Mendel znowu wyskoczył, żeby ratować butelki przed stłuczeniem się, po czym został usadzony ku ogólnej wesołości, w środku zaś Żabek pokazywał co i rusz to i owo świeżo poślubionej małżonce.
- „Śmierdzą, śmierdzą” odnośnie kurczaków by Ostrowski co prawda nie wyłapałam, ale za to wyłapałam, jak Naum-Perski smyra kurczaki i co i rusz je zaczepia, pokazując muzykom, którzy przyglądali się z ciekawością – i czujne spojrzenie Dziadka, któremu takie atakowanie jego towaru było wyraźnie nie w smak i który wypiął groźnie pierś, jak Tewje oświadczył, że „śmierdzące kurczaki”.
- Krzyśkowi bardzo fajnie wyszło „CISZAAAAA!” – krzyknął naprawdę porządnie, widać było rozeźlenie.
- taniec z Hudel naprawdę ładnie i uciesznie wyszedł, pełne zadowolenia uśmiechy były zaraźliwe, a targanie żonę za biodra na parkiet w wykonaniu Tewjego dopełniło radosnego obrazka XD Kocham, kocham, kocham tę choreografię, muzykę, całe wesele w ogóle!
- wejście żołnierzy zrobiło na mnie jeszcze większe wrażenie, niż w sobotę – siedziałam jak zahipnotyzowana i zmrożona.

II Akt

- rzeczywiście uderzanie czapeczką o rękę dawało iście profesorskie wrażenie Very Happy Ta scena i w niedzielę wyszła naprawdę zgrabnie, Krzysiek miał boskie miny przy „Now I have everything” – zwłaszcza ta natchniona przy „Bo, chociaż miałem cel” – widać było, że cel, choć nie wystarczy sam, jest naprawdę szczytny i wielki Wink Nie przeszkadzało też wielce kreatywne tworzenie tekstu na poczekaniu, bo nasz Perczyk wybrnął z tego z głową. Po raz kolejny Krzysiek zrobił na mnie wrażenie naiwnego, dobrego młodzieniaszka, który boi się pewnych spraw i najpewniej czuje się na dobrze już poznanym gruncie, w świecie wzniosłych sloganów i krzyków o prawach klasy robotniczej. Energiczne potrząsanie ręką Hudel i Tewjego dopełnia tego obrazka – nieco mi się tu kojarzy z Perczykiem z filmu Smile
- „Czy mnie kochasz” było w niedzielę jeszcze ładniejsze, czulsze, cieplejsze. Byłam nawet skłonna przymknąć oko na to tłumaczenie – ślicznie po prostu.
- podczas plotek anatevkańskich dochodziło do kuriozalnych scen z kurczakami – Żyd z ręką na temblaku wyraźnie się do nich dobierał, podczas, gdy ich właściciel przysłuchiwał się wieściom Jenty, za co po chwili młodzik oberwał w ucho od rzeczonego właściciela. Pan z kurczakami, korzystając z zamieszania, jakie robi Mendel, powtarzając plotki, postał chwilę sam i zaczął gmerać przy klatce, jakby próbując rozprostować druty, co zaowocowało tym, że skaleczył się w palec i rzucił swojemu gdaczącemu towarowi gniewne spojrzenie.
- Andrzejewska wyśpiewała swoje „To skutek, gdy z chłopcami tańczą panny” z miną szczególnie groźnej i niosącej nieszczęście dydaktyki, której moc podkreślił palec uniesiony w górę w słusznym gniewie.
- „Iść tam, gdzie wzywa los” zagrane równie pięknie, co w sobotę, z tym, że Mariola w niedzielę śpiewała to o niebo lepiej, przez co jeszcze bardziej rozpływałam się w smutnym zachwycie. Ta scena jest po prostu rozdzierająca.
- Kasia Kurdej wspaniale wypadła w rozmowie z ojcem o Fiedce
- sceny około „Kwiatku mój” – po raz kolejny niesamowite i to w tych momentach Szyc błyszczy najjaśniej. Po prostu czapki z głów. Mała Chawa po raz kolejny musiała się przesuwać na siedząco, żeby usiąść na środeczku światła, no i przeurocza jest ze swoją lalką. Kocham też mimikę Joachima Łuczaka w tej scenie.
- jak zaczęłam płakać przy przepięknie zaśpiewanej „Anatevce,” tak nie skończyłam już aż do ukłonów, co mówi samo w sobie wystarczająco dużo o tym, jak pięknie zagrane były końcowe sceny. Szalenie udany spektakl, brawa na stojąco, choć i niedzielny spektakl nie był lepszy, niż ten marcowy.

No i muszę dopisać co nieco o czymś z soboty, o czym zapomniałam – kiedy na początku II aktu Perczyk rozmawia z Hudel, że musi wyjechać, a ona docina mu, że on musi „sam jeden,” Dziadka trochę poniosło – albo ja mam omamy słuchowe, albo wyrwało mu się „No, Jezu, no, nie tylko ja!” Hm… Ja rozumiem, że Perczyk jest postępowym myślicielem i w ogóle, ale chyba w dalszym ciągu pozostaje Żydem i w tej sytuacji wzywanie Jezusa nie było raczej najlepszym pomysłem Wink Poza tym, kiedy Hudel po raz pierwszy wspomniała o uczuciu, Dziadek najpierw dziarsko powtórzył za nią, po czym zorientował się, co zostało powiedziane, zrobił znaczącą pauzę i po raz kolejny powtórzył, już zdecydowanie mniej pewnie, patrząc na Hudel „I… na uczuciu.” Me likes.

A teraz już się zamykam… chwilowo Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Pon 19:09, 25 Maj 2009    Temat postu:

Jeśli chodzi o Anię w Swatce, to może patrzyłaś na nią w innym momencie? Albo ja coś źle zinterpretowałam.. Ania zawsze patrzy na siostry z niedowierzaniem przez dużą część "Matchmaker" i wczoraj też tak było, ale przez chwilę miała tak, że przestała myć podłogę i patrzyła przed siebie. Ja to odebrałam, jako rozmyślanie o Motlu i o tym, że może uda się obejść Swatkę i jej kandydata. Przynajmniej tak mi to wyglądało (bo spojrzenie Ani w tym momencie wyglądało zupełnie inaczej niż "normalne" Aniowo-Swatkowe spojrzenia na siostry). Po chwili otrząsnęła się z zamyślenia, spojrzała na siostry i kontynuowała mycie podłogi.

Ostatnio zmieniony przez Kuncyfuna dnia Pon 19:11, 25 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Draco Maleficium
Moderator (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 4374
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Anatewki

PostWysłany: Pon 19:18, 25 Maj 2009    Temat postu:

Tak, widziałam ten moment, ale w dalszym ciągu nie nazwałabym tego rozmarzeniem - raczej bardziej to, co napisałaś teraz, myślenie o Motlu i o tym, jak to się może źle skończyc.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Pon 19:34, 25 Maj 2009    Temat postu:

Ja to odebrałam jak chwilowe odcięcie się od przykrej rzeczywistości i świadomości, że prawdopodobnie Jenta już znalazła jej męża. Myślenie o Motlu owszem, ale nie o tym, że to może się źle skończyć.

Widać każda z nas odebrała to inaczej..Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kuncyfuna
Admin (KMTM)


Dołączył: 08 Mar 2008
Posty: 6841
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ...z prowincji.

PostWysłany: Nie 9:01, 14 Lut 2010    Temat postu:

12.02

Gołda - Dorota Kowalewska
Cajtla - Ania Urbanowska
Hudel - Mariola Kurnicka
Chawa - Kasia Kurdej
Motel - Marcin Tafejko
Perczyk - Krzysiek Wojciechowski
Fiedka - Jerzy Michalski
Jenta - Ewa Gierlińska

Siedziałam na schodkach tak, że nie będę się rozwodzić bo szczegółów mimiczno-innych nie widziałam, a bez sensu pisać po raz któryś jak bardzo kocham skrzypkową choreografię. Spektakl mi się podobał i - jak widać - dość długa skrzypkowa przerwa dobrze mi zrobiła. Nie nudziłam się ani trochę, spektakl przeleciał mi bardzo szybko i oglądało mi się bardzo przyjemnie. Widać było, że od maja aktorzy się trochę wyrobili. Wszyscy grali naprawdę bardzo dobrze, a najbardziej podobali mi się: Dorota Kowalewska - za pozorną surowość i świetne podejście do Tewjego, Krzysiek Wojciechowski - szczególnie za "jakaś ty dzielna" i scenę z polityczną sprawą małżeństwa - genialnie to zagrał!, i jeszcze Marcin Tafejko... na piątkowym spektaklu przeszedł samego siebie i każde jego wejście powodowało wielki uśmiech na mojej twarzy. Jego Motel jest po prostu uroczy, a ten piskliwy głosik działa na mnie rozbrajająco. Wieeeelkie brawa!
Podsumowując. Spektakl był bardzo udany, wpadek nie uświadczyłam, chyba nikt nie miał gorszego dnia i w efekcie nawet balkon mnie nie denerwował.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Findurka
KMTM


Dołączył: 06 Sie 2008
Posty: 1586
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 20:33, 04 Kwi 2010    Temat postu:

Z braku biletów na sobotnie (27.03) SD znalazła się dla mnie Skrzypkowa wejściówka (serdeczne dzięki dla pani w kasie) i wolne miejsce w 1 rzędzie balkonu. Wg mnie było po prostu rewelacyjnie- a może stęskniłam się za tym spektaklem na tyle, by przeżyć go jakoś tak intensywniej.

Tradycja została zaśpiewana dziwnie. Tak „szorstko”, jakby trudno było im się zgrać. Ale cała reszta nadrabiała: miny Gołdy- Drejskiej pod tytułem „skaranie boskie z tymi dziećmi”, gdy najmłodsze córki zaczęły tańczyć wokół niej, cudownie energiczny i taki... krzysiowy Krzyś Żabka jako pan z kapeluszami, wyglądający na mocno zagubionego i onieśmielonego Artur Guza, uciesznie dreptający Paweł Bernaciak i od razu cała ta scena robi się niesamowicie przyjemna.
Śledź- Naum pasuje mi mniej, niż Perski. Ponoszenie odpowiedzialności za zły tydzień Lejzora wyszło mu niezbyt wyraziście, chociaż nie pozbawione było pewnego uroku.

Przez chwilę trudno było mi się przestawić z Głode pani Kowalewskiej, która zrobiła na mnie spore wrażenie ostatnim razem (o którym nie napisałam ani słowa, głupia ja) na panią Drejską, która jest zupełnie inna, mniej w niej tej powierzchownej szorstkości, a więcej ciepła. Ale już przekomiczne „Ty też masz, więc idź!” przekonało mnie do niej najzupełniej.
Czemu nikt mnie nie ostrzegł, że Motel-Tafejko jest AŻ taki piskliwy? Trafiłam nań po raz pierwszy i byłam absolutnie zaskoczona. Ania Andrzejewska cudowna jak zwykle, nie ma nad czym się rozwodzić- salwy śmiechu na widowni mówią same za siebie.

Dziewczyny w Swatce też nie brzmiały najlepiej, gdy śpiewały razem, co było dziwne, gdyż osobno śpiewały bosko, i śpiewając razem każdy głos z osobna też brzmiał bosko, ale brakowało jakiegoś takiego zgrania. Ania rozdrażniona wizytą swatki, Mariola marząca o swoim Księciu z Bajki (czy tam synku rabina, jedno licho, swoją drogą Paweł Bernaciak jak zawsze przeuroczy już od pierwszej sceny), Kasia Kurdej świetnie parodiująca Jentę i wcinajaca coś zawzięcie Marta. Jeśli chodzi o Karolinę, to za bardzo lubiłam w tej roli Agatę, żeby wypowiedzieć się w miarę obiektywnie.

Mam wrażenie, że pan Szyc był jeszcze lepszy, niż pamiętam z poprzednich spektakli- a może po prostu zapomniałam, jaką głębię potrafi wycisnąć ze swojego głosu, z którym jednak chwilami działo się chyba coś niedobrego- czyżby jakieś przeziębienie się przyplątało?

Krzyś Wojciechowski jako Perczyk podobał mi się dużo bardziej, niż za poprzednim razem. Na wieść o pięciu córkach malowniczo zapluł się serkiem i z niedowierzaniem powtórzył, jakby zaczął obawiać się o swoją karierę nauczyciela, a jego „dziewczyny też muszą studiować” brzmi raczej jak próba wmówienia samemu sobie, że da radę, skoro już się zdeklarował, że uczyć będzie. Wg mnie Krzysiowej interpretacji bliżej chwilami do Motla niźli Perczyka (co mi absolutnie nie przeszkadza, ale zastanawiam się, jak by to wyglądało, gdyby się pewnego dnia zamienił z Krzysiem Żabką).

Modlitwa szabasowa wyszła cudnie. Bardzo, ale to bardzo mi się podobał tu głos pani Drejskiej. No i chyba staję się mniej wymagająca, bo nawet monstrualna menora w tle zaczęła mi pasować do całości jak nigdy (a ogólnie Skrzypkowych projekcji zbytnio nie lubię).

Rozmowa Tewjego z Lejzorem podobnie, śmiech po prostu genialnie i zaraźliwie, a szczególnie Mordka, jak już rzeźnik się nieco się opanował i wydusił, że mu o Cajtlę chodzi. I brawa dla pana Westera, który podołał roli mimo choróbska. Kaliszuk- Fiedka przyjemnie mnie rozczarował w pierwszym momencie, bardzo ładnie pociągnął pierwszy dźwięk, potem weszła delikatnie ta jego charakterystyczna popowa maniera, ale wyjątkowo mi pasowała. Sasza był jak zawsze wspaniale zadziorny, Mordka zdenerwowany, a Skrzypek cudnie wodził za nos wracającego do domu pijaniutkiego Tewjego.

Pierwszy raz widziałam pana Stasierowskiego w roli policjanta. Pełen zdrowego rozsądku i zdecydowania, a w gruncie rzeczy życzliwy człowiek, którego na stare lata przenieśli na spokojną posadę poza miastem- tak mniej więcej odbieram tę postać w jego wykonaniu.

Fruma Sara w wykonaniu pani Kowalewskiej wypadła całkiem porządnie- wiadomo, wokalizy Frumy Drejskiej są nie do pobicia, jednak zostałam zauroczona jakże plastycznym fragmentem o duszeniu. Z resztą, uwielbiam całą tę scenę... podobnie jak większość w tym spektaklu.

Strasznie rozbawił mnie Tafejko próbujący rozłożyć szapoklak, oj!

Za chwilę zupełnie zabraknie mi epitetów, dodam więc tylko, że drugi akt w większości przepłakałam (co świadczy po trosze o spektaklu, ale bardziej o moim rozchwianiu emocjonalnym), a podczas oklasków pan Joachim z egzaltacją odurzał się zapachem nie pachnącej nic a nic różyczki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.teatrmuzycznywgdyni.fora.pl Strona Główna -> Skrzypek na dachu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 8 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group, Theme by GhostNr1